fbpx

W branży filmowej najbardziej prestiżową nagrodą jest Nagroda Akademii Filmowej, czyli tzw. Oscar. Czy ma ona swojego odpowiednika w dziedzinie wzornictwa przemysłowego? Oczywiście, że tak! Jest nią nagroda Red Dot Design Awards.

Historia konkursu Red Dot Design Award sięga 1955 roku. To wtedy po raz pierwszy producenci i projektanci z całego świata mogli ubiegać się o prawo do posługiwania się charakterystycznym znakiem czerwonej kropki, będącej potwierdzeniem jakości w świecie designu. Organizatorem konkursu jest od początku jego istnienia Design Zentrum Nadrenii Północnej-Westfalii, mające swoją siedzibę w Essen. Choć Red Dot Design Award nie jest nowym wydarzeniem, z roku na rok powiększa się grono firm i projektantów, którzy swoje produkty zgłaszają do konkursu.

 

Red Dot jest wręczany w trzech kategoriach: projektowanie produktu, projektowanie komunikacji,  koncepcyjny.

Pierwszą z trzech kategorii, również najstarszą z pośród nich od 2000 roku nazywamy Design Innovationen. Kategoria ta obejmuje obszary produkcji, dotyczące między innymi: mebli, sprzętu domowego, samochodów oraz narzędzi.

Druga kategoria, czyli projektowanie komunikacji obejmuje obszar projektowania korporacyjnego, reklamy, dźwięku oraz mediów interaktywnych.

W 2005 roku Red Dot powołał do życia Red Dot Design Museum w Singapurze i wraz z nim nagrody w projektowaniu innowacji i projektowaniu koncepcyjnym. Red Dot Award: Design Concept wręcza nagrody młodym projektantom oraz firmą projektowy, którzy tworzą kreatywne i niepowtarzalne prace.

Pierwsze logo powstało w 1992 roku, była to czerwona kropka na białym tle, nagroda nosił wtedy niemiecką nazwę Roter Punkt.

Nagroda zabierała coraz bardziej międzynarodowego charakteru, także jej twórcy postanowili zmienić nazwę wyróżnienia z niemieckiego “Roter Punkt” na angielski “Red Dot”.

Red Dot Award jest obecnie jednym z największych i prawdopodobnie najbardziej renomowanych konkursów wzornictwa na świecie. Rocznie zgłasza się do niego ponad 17 tysięcy firm, wizjonerów oraz profesjonalistów w swoim fachu. Zgłoszenia płyną z około 70 krajów z całego świata.

Dzisiejszy wpis, pomoże Wam znaleźć odpowiedź na pytanie – jak szybko zdemaskować „oszusta designu”? Czyli, kolejna porcja sparodiowanych mebli, które są tak bardzo podobne do oryginałów, a zarazem wręcz miażdżąco się od nich różnią. 

Ofiarą imitacji padło słynne krzesło Louis Ghost projektu Philippe’a Starcka. Już od dnia premiery krzesła w Mediolanie 2002 roku, miłośnicy designu „wychodzili” ze skóry, by mieć je u siebie. Dlaczego? Po pierwsze, mebel ten z wdziękiem godzi w sobie przepych w stylu Ludwika XVI oraz postmodernistyczną innowację. Po drugie, wykonany z jednego odlewu przezroczystego poliwęglanu, który jest niezwykle wytrzymały mechanicznie i doskonale sprawdza się w każdych warunkach pogodowych. Jeśli to Wam nie wystarcza, dodam jeszcze jedno – krzesło Louis Ghost jest niczym zjawa, duch (od którego wzięło swoją nazwę), który unosi się w pomieszczeniu tworząc nieziemski efekt lekkości.

Zdjęcie: www.kartell.com 

Pierwszy sposobem na odkrycie podróbki jest zawsze cena produktu.

Autentyk produkowany jest przez firmę Kartell i kosztuje około 2000 PLN, natomiast podobną na pierwszy rzut oka podróbkę można dostać w większości sklepów meblarskich już za około 300 PLN.

Oryginalny projekt zakłada produkcję z przeźroczystego lub barwionego poliwęglanu, a inspirowane krzesło często wykonane z pleksi, który ma znacznie gorsze właściwości. Zachwiane są także jego proporcje. Podrabiany „duch” ma nawet 8-10 cm różnicy w głębokości siedzenia i inną niż oryginał wysokość. Dodatkowo w asortymencie wielu sklepów internetowych można znaleźć krzesło Louis Ghost w odcieniu, który w ofercie Kartell nigdy nawet nie istniał.

Zdjęcie: https://www.cadomodern.com/

Panton Chair jako jedno z najbardziej charakterystyczny, a więc także najchętniej podrabianych krzeseł.

Jak to się zaczęło? W 1963 Verner Panton podpisał kontrakt z firmą Vitra, która do dnia dzisiejszego produkuje legendarne krzesła. Panton Chair to niewątpliwie ikona designu, zarazem unikalna i ponadczasowa klasyka wzornictwa. Posiadanie takiego mebla w domu to dla wielu z nas symbol luksusu, wyrafinowania i dobrego gustu.

Jednak rozpoznanie oryginału od repliki w tym przypadku nie jest wcale takie proste, zwłaszcza na pierwszy rzut oka. Dlatego radzimy wszystkim uważnie się przyglądać, gdyż tutaj liczy się właśnie detal.

Oryginalne krzesło wykonane jest z jednolitej masy poliuretanowej, a na jego spodzie wytłoczone jest imię i nazwisko projektanta. Nie sądzę jednak, aby każdy z nas zwrócił na to uwagę. Znacznie łatwiej zauważyć rozbieżność w cenie. Kultowa wersja Panton Chair Classic kosztuje około 3000 PLN, natomiast na wielu aukcjach internetowych oraz sklepach online możemy kupić tzw. Pantony już za niecałe 300 PLN. 

Brak precyzji i niedokładne odwzorowanie, to kolejna cecha która może świadczyć, że mamy styczność z podróbką ikony designu.

Ważne są bowiem dokładne wymiary krzesła. Oryginał Panton Chair ma 61 cm głębokości, 83 cm wysokości i 50 cm szerokości.

Zdjęcie: www.panik-design.com/

Podobnie jak przy Louis Ghost często zdarza się, że krzesła „inspirowane” są dostępne w kolorach, w jakich nigdy nie był produkowany oryginał.

Panton Chair wyprodukowane zostały jedynie w sześciu kolorach. Zatem możemy wybrać spośród białego, czerwonego, czarnego, szarego, pomarańczowego i oliwkowego. Natomiast na wielu aukcjach oferowane są krzesła w mnóstwie innych odcieni, które będą oczywiście świadczyły o nieoryginalności produktów. 

Zdjęcie: www.panik-design.com/

Buty a’la Prada z chińskiego bazaru, dresy Adidasa z czterema paskami, perfumy Chanel za 30 złotych, każdy znajdzie coś dla siebie i na swoją kieszeń, więc tak naprawdę czego tu nie lubić.
Podobnie jest z podróbkami designerskich mebli, można je zamówić dosłownie wszędzie i to za bardzo niskie ceny. Chcecie fotel Barcelona w wersji dla przeciętnego „zjadacza chleba” – dwa kliknięcia i jest!! Specjalnie dla Was, prosto z Chin z wysyłką pod same drzwi! Nic prostszego.

Co jednak sprawia, że oryginały designu nadal królują w naszych realizacjach i niezmiennie cieszą oko u nawet początkujących stylistów wnętrz? Moim zdaniem, jest to historia i pomysł, z których rodzi się niepowtarzalne (a jednak!) dzieło, ikona, klasyk.

I do nich właśnie należy fotel Barcelona. Inspirowało się na nim wielu, podrabiało go jeszcze liczniejsze grono osób. A czy wiecie, co sprawia, że jest tak unikatowy? Znacie jego historię?
Fotel Barcelona projektu Ludwiga Miesa van der Rohe i Lilly Reich to absolutna ikona modernizmu. Zaprojektowany z myślą o parze królewskiej, dziś jest symbolem wysokiego statusu. Te fakty zna większość, jednak nie każdy wie, że jego historia to zarazem opowieść o wielkiej, nieszczęśliwej miłości. Fotel został zaprojektowany w 1929 roku na odbywającą się w Barcelonie Wystawę Światową, na zamówienie do Pawilonu Niemieckiego. Była to niepowtarzalna okazja by zaprojektować mebel monumentalny, elegancki, lecz będący w zasięgu tylko wybrańców.

To właśnie na tych założeniach opierał się Ludwig Mies van der Rohe pracując nad projektem. Wiadomo było, że ekspozycję zwiedzać będzie król i królowa Hiszpanii – Alfonso VIII i Wiktoria Eugenia. Ludwig Mies van der Rohe oraz jego współpracownica i zarazem kochanka (stąd motyw miłości!!) Lilly Reich postanowili, że fotel dla najważniejszych gości swoim kształtem nawiązywać będzie do tzw. krzesła kurulnego, czyli mebla przeznaczonego dla najważniejszych osób w państwie. To rodzaj tronu, na którym zasiadała arystokracja w Rzymie.
Skrzyżowane nogi w kształcie litery X były symbolem siły i władzy, natomiast skórzane siedzisko tworzyło elegancki wygląd. Nie każdy wie, że dzisiejsze podnóżki były zaprojektowane dla towarzyszącej władcy świty i były po prostu stołkami.

Barcelona zrobiła wrażenie nie tylko na królu, ale także na zwiedzających wystawę gościach. Szybko stała się synonimem nowoczesnego wzornictwa. W historii designu długo jako jej twórców wskazywano zarówno Miesa van der Rohe jak i Reich. Później zaczęło się pojawiać tylko jego nazwisko. I tu właśnie pojawia się motyw nieszczęśliwej miłości. Związek projektantów należał bowiem do burzliwych. Ludwig przez cały czas trwania romansu był mężem Ady Bruhn. Lilly zaś była nie dość, że wybitnie utalentowana, to jeszcze szaleńczo zakochana w swoim mentorze. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Ludwig Mies van der Rohe w USA zasłynął jako architekt. Meble projektował tylko podczas swojego związku z Reich i dziś wielu badaczy twierdzi, że to ona jest ich faktyczną twórczynią! Jednak w przeciwieństwie do Lilly, to on otrzymał prawa patentowe do fotela Barcelona.

Fotel Barcelona, w kolorze kości słoniowej posłużył królewskiej parze hiszpańskiej podczas ceremonii otwarcia Wystawy i choć fotel wygląda na produkt przemysłowy, to jest on w dużej mierze rękodziełem.

Jak je odróżnić od oryginału? To pytanie nurtuje wielu. Różnic jest wiele, ale najłatwiej obejrzeć rant tylnej nóżki. Wytłoczono na nim faksymile podpisu Ludwiga Miesa van der Rohe. Oryginalny fotel posiada stempel firmy Knoll i jest sygnowany nazwiskiem Ludwig Mies van der Rohe. Ta sygnarura nazwiska i marki to gwarant zachowania całego skomplikowanego procesu produkcji. I gwarant wartości mebla – zobaczcie ceny aukcyjne kilkudziesięcioletnich egzemplarzy „Barcelony” np. na e-Bay’u…

  1. Biel – czerń – drewno

Zrobiliśmy „mini-badanie” wśród architektów (czyli „branżowców”). Pytanie brzmiało – z czym kojarzy Ci się styl skandynawski we wnętrzach. Większość odpowiedzi wskazywała na uniwersalną czarno-białą bazę kolorystyczną. Ale koniecznie ocieploną drewnem.

 

  1. Autentyczność i wyrafinowanie

W stylu skandynawskim dominują naturalne materiały, oryginalne produkty (vs. „inspirowane” czy „repliki”); bardzo wiele elementów wnętrza ma jakąś „duszę”, historię. Te najbardziej wyrafinowane skandynawskie wnętrza – bez względu na to czy będą w odbiorze bardziej minimalistyczne czy bardziej przytulne – zawsze koncentrują się wokół pięknych detali. Warto ich szukać i je kolekcjonować.

 

  1. Światło! – nosisz je w sobie

Styl skandynawski to także „zarządzanie światłem” – zarówno tym naturalnym, jakie zagląda do wnętrza przez odpowiednio zaaranżowane okna, jak i tego „sztucznego”. Wspomniana „aranżacja okien” zakłada najczęściej maksymalne otwarcie na promienie słoneczne (okna nie są zbyt mocno przykrywane roletami, firanami, żaluzjami).

Oświetlenie sztuczne – to wykorzystanie piękna detalu (np. zabytkowe żyrandole czy kinkiety), hołd złożony funkcji (żarówka w „zwykłej” porcelanowej oprawie na zwykłym kablu w pięknym tekstylnym oplocie) albo mistrzostwo malowania ścian rzucanymi cieniami (dzięki kształtowi/układowi abażura). Wiele skandynawskich lamp można również nazwać rzeźbami.

 

  1. Kolor w dodatkach

Czarno-biało-drewniana baza daje nieskończone możliwości aranżacji (a potem zmian jeśli dana aranżacja się znudzi) przy pomocy dodatków. Możesz sięgnąć po niemal klasyczny dla skandynawskiego stylu akcent czerwony. A może wolisz błękity lub pastele? Dodatki kolorystyczne prawdziwie „czarują” wnętrza skandynawskie.

 

  1. Otwartość ale funkcjonalna

Wnętrze skandynawskie daje „poczucie oddechu”. To niemal zawsze otwarta kuchnia (często w kuchni otwarte są też … szafki które zastępowane są półkami). Przestrzeń jest jednak drobiazgowo przemyślana pod kątem funkcji trybu życia domowników.

 

  1. Ocieplasz szarościami i fakturą

Szare kolory w stylu skandynawskim dają mu ciepło, przytulność. Łagodzą ostrość przejścia między czernią i bielą (która zazwyczaj stanowi bazę kolorystyczną). Podobnie jak faktura drewna, albo splot na kocu czy pledzie. A może wiklinowy kosz?

 

  1. Natura udomowiona

W stylu skandynawskim rośliny są stawiane na szczególnym miejscu. Dosłownie i w przenośni. Bez względu na to czy jest to gałązka z zielonymi listkami czy monstera, platycerium, sansevieria lub inne sukulenty, zawsze są skomponowane tak, jakby czynił to światowej klasy florysta. W Danii widziałam także bajkowe wiszące kompozycje typu kokedama, których nie powstydziłby się rodowity Japończyk…

 

  1. Biała łazienka

Łazienka skandynawska stanowi zwykle wyważony balans między funkcją a formą. Zazwyczaj biała, minimalistyczna, czasem „przełamana” kolorem w dodatkach.

Zawsze jednak sprawia wrażenie jednocześnie sterylnej i przytulnej.

 

  1. Obrazy i tapety

Urządzając wnętrze w stylu skandynawskim warto także rozważyć wykorzystanie tapet – mogą one podkreślić funkcjonalny podział wnętrza albo spełnić inną praktyczną funkcję – np. zabezpieczyć ścianę nadmiernie narażoną na zabrudzenia.

Obrazy – zwykle harmonijnie współgrają z innymi detalami wnętrza. Mamy tu szeroki wachlarz możliwości – od abstrakcji po plakaty, fotografie czy prace typograficzne.

 

  1. Klasyczne piękno

Dobrze zaaranżowane wnętrze skandynawskie jest ponadczasowe. Tak jak meble skandynawskich projektantów – choć niejednokrotnie powstawał w latach 40-tych, 50-tych czy 60-tych nadal zachowują świeżość. Wciąż dla znawców czy amatorów designu są łakomym kąskiem. Ten, kto prawdziwie kocha styl skandynawski wie, że inwestuje w meble „na lata” i szuka produktów, które będą z nim mieszkać przez dekady.